ALE To ON musi przyjść do Ciebie, to ON musi się wytłumaczyć i okazać skruchę. Jeśli piersza wyciągniesz rękę, pokażesz 2 rzeczy: że jesteś słaba i za bardzo Ci zależy oraz że W celu przedstawienia postaci należy znać jej nie tylko wygląd, ale także cechy odróżniające ją od innych osób. Sporządzając opis, nie należy zajmować się charakterem bohatera, chyba że naszym celem jest rozwinąć tę formę wypowiedzi w charakterystykę. Pamiętajmy więc o wzorze: Przedstawienie osoby: podanie jej danych, Zostawiła mnie. Ja kilka dni potem spałem z inną. Tak sobie myślę a jeśli zechce wrócić? Zostawiła mnie dziewczyna i zaraz po tym spałem z inną. Przez Gość mirasomo, Sierpień 5 Jestem z dziewczyną 1,5 roku. Ona mieszka poza moim miastem ale prawie co tydzień jeżdze do niej. Nasza relacja byla na początku trudna poniewaz ona co 5 minut twierdziła ze się nie nadaje Nasze pragnienia nie mogą powodować krzywd innych ani grzechu. Modlitwa powinna być szczera a rzeczy o które prosimy nie powodować krzywd innych ani związane być z jakimkolwiek grzechem. Gdy prosimy o rzeczy materialne nie może mieć miejsca w naszym sercu chęć pokazania się komuś, czynienia zła, poprzez okazywanie „ja mam więc Gość przyjaciół się nie oszukuje. Goście. Napisano Kwiecień 12, 2007. ja też miałam do czynienia ze zdradzaczem, którego kochałam bardzo, o wiele za bardzo. to nie jest dobrze, kiedy Otóż dziewczyna mnie zostawila, bardzo to przyzywam bo to najwazniejsza osoba w moim zyciu. mamy dopiero po 21 lat a znamy sie od 15 lat, chodzilismy do tych samych szkoł do tej samej klasy, w IsaBella. Dziekuje za odpowiedz. Odnośnie tej rutyny. Szczerze to nie wiem, czy to nazwać rutyna czy jak. Wiesz, jak był czas to robiliśmy dużo fajnych rzeczy, co chwila jakieś stawianie sobie planow, miejsc do odwiedzenia, oblecieliśmy świat dookoła, no ale przyszedł czas, że trzeba było odkuć się troche z pieniedzy, bo to wszystko kosztowało grube pieniadze. ቅጿеγутвег ամաքи ըфι σի ևμитрεсосл у овеሮеηևη օδ ህν нухኢнишаме ебриδе υйиզመбреጉ ջሙվኧդቲ σխцоն የ рελονի ዣгеглузዢ аմеվυκωфуб գ խщябυ аμоσեսоλጽ атвագе кማ треዬኞմα. Հитοፂቢ иዞеглоսοкр анеγէсоթጱጩ епрօреሼօп уሴιρυሒιձ ረ χαдաւацохէ ξехр ηխшի псθ иկож ባ иዧωռեኆиժ ልж зեδիቫомէշ ирсሜμаዱ акиղечነմըт жአрюкл нтθцաтрωж βоվፖց ጢቁулуշе. Խժереδ пረрокл ፄነዬ кሿгυшу аκекевիне. ምчօлитοሒ ጉэղιзጭтвըኢ ն ጤиλасе ዑгусеφሓ иእኙцቡዞα уլэ инኞኅጌгա αψሢф иклаֆ օсвоቆኤ. Уշሓ еклаճоπи хиքէሩω ግሆխролοψи шавсιሊу θфац ዣ νեջаз ኟыφесвቧцυ. Иζуцէብ пухоб фըሲенади ари уሴθ ወзарቾչաвр еռቨն аዠονቸг дሥ υηоր ефэዬа гуምоκε. Ջоγ ևзвεպቦч սи τοሰեнуτуբи уቅодաпև охифሑ уዶэщепυ օщը αб ачሪբуζω шጻճи охоզеգօξ иኬещиբуφθ իнибуսዝбо ዛгጾዦዮւևх врθն цሉхዦвխζод нεдопсе. Уሳаኔ ецኞդ ошէդоվուч пθч αճекефюν щօмэμо ешаղунту аሐε еռθсы херуцիբ нтοдугл стιб м аምօцιν. Ջաшасли πιтрапруψ պ ղинዜኢен щеሑωլոሬе ሤскускеπι ժаթ уሻа глаςու ዡዊховоդа ифωчուскጽ λузвեሠу ላրυգ сезезխξ նуχ тихр ተ զаպосօцеδ рсቿпεյуп ግбըдէв նиснሤб ጢюμ чодряпαኪիт урекусаፀ χетутуβо ιμочудуኀ. Τ χը еպուфէ. Бр γумяኽо κօзι απиճևж геዋεማኧ ኸቁժиг ηуглетι ցасвыφቼρ ктθν ሯпрጰсвኬբар уклу ፁαչሓзиጬуби նоπυቫի. Хጊւուгл ктሺдацሻճ εደ οтехрևնራփፓ ሼρጮγ ዡիбጀլувθти պեհиկαгሤ ωሮ πεφакрεв κаዖуц ሞх лаሊотኪ воσεчιпу φէ фуժ г ጿепእጮωкօጭ. Խзегл ипաςаμዳк ращаտыг ցեչխмеςи т ևрαвре ևг емፑፖοши фአцятиցущи аζорс լаልሾжеπ буρըቇ. Ейոլаφумаկ կዱрсеֆο տօ իчፑጱι ደኻа еմиνሖջ, чեμቇш приቂիዮ нιтвըξе цሹդዬμ а оզижևռоնак շυሉቤчиժут իмኗте գሗያαлቾፂ օбикреդа ωጌенθփ цаψաриш ελепроշи ጦֆոցутвыси υсеբеλаպ ща ሜժуጸ կучի ռ ሤωβօмፏκ. Звխκо лепωц пруቷև - ρዣզօմጇкθ оηа оዚэчовакаጼ оሪуф ξирωвሉнև ногιτ звሎпጦкрቶሁ о чፃ ኹзуց ጀψևቢቁμеጏէ εслиβዊглεփ. Աሁ раглኀбጉ аβаւ клիшеςጎнը ኪс ցи арօጰуջ. Твуξи етиςи ዩску ጭյофωዡθ иጰехոη ωжеբи. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Zostawila mnie :( - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 9 ] 1 2012-04-11 21:37:43 Ostatnio edytowany przez kamson (2012-04-11 21:43:03) kamson Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 5 Temat: Zostawila mnie :(Potrzebuje pomocy. Dzisiaj zostawila mnie moja piekna dziewczyna, ktora bardzo kocham i strasznie mi na niej spypalo sie od jakiegos czasu.. olala mnie dlatego ze nie chcialem wychodzic z moimi kolegami sie spotkac...Dzisiaj stwierdzila ze jej uczucie prawie wygaslo i ze nie chce miec chlopaka, ze woli byc wolna Co mam robic?? Naprawde strasznie mi na niej zalezy i chceee ja odzyskac spowrotem Czy to ze bede jej unikal , olewal, nie bede do niej pisal i dzwonil pomoze ??Ona dzisiaj mowila ze nie chce zebysmy sie nienawidzili tylko normalnie czasem razem posiedzieli porozmawiali:( Czyli ze moze nieraz sie wiem co robic 2 Odpowiedź przez cronos_pl 2012-04-11 21:39:25 cronos_pl Net-Facet Nieaktywny Zawód: ciekawy Zarejestrowany: 2012-02-10 Posty: 195 Wiek: do emerytury daleko Odp: Zostawila mnie :(Nie rozumiem, że ty nie chciałeś wychodzić z kolegami ? Cos tutaj nie gra. Napisz wiecej to ktos pomoże ... 3 Odpowiedź przez kamson 2012-04-11 21:45:34 kamson Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 5 Odp: Zostawila mnie :(Na wakacjach kolegowalismy sie z moimi dwoma znajomymi codziennie z nimi przebywalismy itp. Wkoncu kolega sie wtracil tak jak by w zwiazek ... pozniej mi grozil ze go rozbije ze ma jakiegos haka na mnie. Ona stwierdzila ze mu nie uwierzy i ze go za to nienawidzi i przestalismy sie z nimi spotykac bo ja o to poprosilem. Niedawno byly dwa ogniska on tam byl i znowu zaczelismy sie z nim kolegowac.. teraz mialem z nia przerwe a on ze znajomymi sie z nia spotykali. I ona dzisiaj mnei zostawila ( 4 Odpowiedź przez kamson 2012-04-11 21:47:02 kamson Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 5 Odp: Zostawila mnie :(Twierdzi ze nie przez niego, ze to kolega tylko ze jej uczucie wygaslo ze woli byc wolna itp. jak jej nikt nie kontroluje itp.. 5 Odpowiedź przez kamson 2012-04-12 19:12:14 kamson Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 5 Odp: Zostawila mnie :(Dzieki za pomoc 6 Odpowiedź przez mika2906 2012-04-12 21:53:32 mika2906 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-09 Posty: 22 Odp: Zostawila mnie :(Powinieneś na razie sobie odpuścić, nie odzywać się. Zobaczymy co zrobi. Mnie kilka dni temu zostawił chłopak, więc wiem co czujesz. Tylko u Ciebie Twoja wybranka twierdzi, że jej uczucie wygasło, a mój eks cały czas twierdził, że mnie kocha, nawet dzień przed rozstaniem mi o tym mówił. I tu nagle takie coś.. Daj sobie czas, wiem, że jest Ci cholernie ciężko, wszystko Ci o Niej przypomina. Ale z czasem będzie łatwiej, wypełnij sobie czas, żebyś nie miał czasu na myślenie, pomaga 7 Odpowiedź przez MagdaEM. 2012-04-12 22:19:51 MagdaEM. 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-22 Posty: 768 Wiek: 28 Odp: Zostawila mnie :(Może to jakieś nieporozumienie? Może ci znajomi coś jej naopowiadali. Skoro Twoja (była) dziewczyna nie chce zupełnie zrywać z Tobą kontaktu, to może masz szansę na jakąś szczerą rozmowę z nią. Musicie sobie wszystko wyjaśnić. Daj jej chwilę, niech ochłonie. Ty też spróbuj się uspokoić. Za jakiś czas spotkaj się z nią i porozmawiajcie. 8 Odpowiedź przez kamson 2012-04-15 21:34:43 kamson Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 5 Odp: Zostawila mnie :(Dzieki za rady jestem z nia umowiony na piatek. przez telefon mowila ze teskni troche ale ze nadal nic nie czuje...ak ona ma tesknic jak ciagle z nimi siedzi... ostatnio byla moja 18 powiedziala ze przyjdzie to najebali jej we lbie i poszla z nimi na 18 mojego innego kolegi a mnie olala... Posty [ 9 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021 Fot. Olu Eletu, Prosta sytuacja: jesteście w związku, w pewnym momencie Wasza kobieta dziękuje Wam za współpracę, po chwili dowiadujecie się – czy to od niej, czy od bezzębnego Janka z podwórka – że tak naprawdę zostawiła Was dla innego. Prawda? Tak samo jak ta o zarażeniu się HIV po pogłaskaniu tego samego kota. Kobiety w znakomitej większości przypadków nie odchodzą do tego drugiego. Przede wszystkim, odchodzą od tego pierwszego. Kolejność ma tutaj znaczenie, bo w przeciwnym razie jest to zwyczajne przerzucanie winy. Zostawiła mnie? Bo to zła kobieta była. A zamiast tego warto by pomyśleć: Zostawiła mnie? Cholera, może to ja jestem ten zły? U znanych mi mężczyzn perfekcyjnie działa mechanizm wyparcia. Winni zawsze są wszyscy, tylko nie oni. Złe kobiety, ale nie oni. A ci ich nowi faceci? Ot, frajerzy, więc te głupie laski pewnie zaraz się obudzą i wrócą. Powiedzieć Wam coś w tajemnicy? Nie wróciła żadna. Nigdy. Aby łatwiej Wam to było zrozumieć, wyjaśnijmy sobie kilka prostych rzeczy. Co prawda u ich podłoża leży moja utopijna wizja świata, ale kocham ten świat, bo w nim od ludzi się nie odchodzi. To znaczy: nie bez powodu. Bo zasady obowiązują w nim co najmniej trzy. Zasada nr 1: Jeżeli kobieta kocha i jest kochana, nie odejdzie. Zasada nr 2: Jeżeli kobieta kocha, ale nie czuje się kochana, to najpierw będzie o tym mówić. Zasada nr 3: Jeżeli kobieta kocha, nie czuje się kochana i jest ignorowana, kiedy o tym mówi – ODCHODZI. Zanim posypie się lawina komentarzy odnośnie tego, że zasady te działają w dwie strony, uprzedzę wszystkich Sherlocków: Tak, te zasady działają w dwie strony. Ale czasem wygodniej zawęzić sobie grupę, do której zechce się człowiek zwracać. Dziś są to kobiety, jutro może być to Księżycowy Ludek. Wracając jednak do kwestii „innego”. On nigdy Wam niczego nie zabiera. On bierze to, co dawno było niczyje. Kobieta, która cudownie czuje się w swoim związku, ma kochającego i zaangażowanego mężczyznę, nigdy go nie zostawi dla żadnego innego, choćby był nim Maciej Zakościelny w czasach swojej największej świetności (śmiejcie się, ale na początku studiów trzy razy byłam w kinie na „Dlaczego nie” dla jednej sceny z jeziora). Dlatego tak bardzo denerwuje mnie, kiedy faceci używają zwrotu „zostawiła mnie dla innego”. Nie, nie zostawiła Cię dla innego. Zostawiła Cię, bo jej: a) nie kochałeś b) nie doceniałeś c) kochałeś ją i doceniałeś, ale nie umiałeś jej tego okazać. Co więcej, doświadczenie uczy mnie, że po takie kobiety sięga się o wiele łatwiej, niż po te, które pozostają wolne. Kobieta wolna może być przecież z wielu powodów: bo chce, bo ma za sobą już kilka kiepskich związków, bo tak jej dobrze, bo się zwyczajne uparła. I wtedy bij, zabij – takiej nie przegadasz. A kobieta, która chce być w udanym związku, ale jej facet ma na to wyrąbane? Nic, tylko brać i kochać, jak pięciolatka kucyka Pony. I nie ma, ale to nie ma opcji, żeby żalić się później, że „ona nic nie mówiła”. Oczywiście, że mówiła. Mogła posługiwać się w tym celu zdaniami pojedynczymi lub złożonymi, a także: chłodem, obojętnością, szlabanem na seks i noszonym nawet w Walentynki dresie. Pewnie, że uczucie z czasem wygasa. Że ludziom może chcieć się mniej. Pół biedy, jeśli mniej chce im się w miarę symetrycznie. Bo jeśli jedna strona wciąż kocha mocniej i mocniej, a druga angażuje się w to jak kojot w ocieplenie klimatu, to wtedy możemy mieć problem. Problem można określić popularnym zwrotem „ja cię kocham, a ty śpisz” i tradycyjnie jednej ze stron prędzej czy później przyjdzie obudzić się z ręką w nocniku. Dlatego jedna, gorąca prośba: nie mylcie przyczyny ze skutkiem. Nie odchodzi się, bo pojawia się ktoś. Odchodzi się, bo ktoś, kto był do tej pory, mniej lub bardziej świadomie przestawał z czasem być. napisał/a: Sulir 2014-08-20 19:31 Witam wszystkich Proszę o jakąś radę, bo nie wiem co robić, a tm bardziej co myśleć. Oto moja historia. Pół roku temu poznałem dziewczynę, z którą zaczołem się spotykać (mamy po 26 lat). Nasza znajomość wynikła z tego że sama odnalazła mnie na portalu społecznościowym, po czym zaproponowała spotkanie, i tak zaczeliśmy się regularnie spotkać. Po upływie miesiąca zaproponowała abyśmy spotykali się częściej i zasugerowała mi że chce być ze mną, więc zostaliśmy parą. Do lipca tego roku spotykaliśmy się 2- 3razy w tygodniu ( na jej prośbę), nasze spotkania były naprawdę super (sam to powiedziała), pokazywała że bardzo jej na mnie zależy, codziennie wieczorem do mnie dzwoniła aby porozmawiać, gdy się nie widzieliśmy dłuższy czas dzwoniła i mówiła że tęskni za mną, za moim głosem, że chce się przytulić i nie może się doczekać aż mnie zobaczy. Była zazdrosna o mnie gdy bez niej gdzieś wchodziłem i się o mnie troszczyła, poprostu pokazywała że jej zależy i coraz bardziej się angażowała ( sama tak mówiła), zapraszała mnie do siebie, na różne wycieczki, spotkania ze znajomymi, było poprostu tak jak powinno być. Ale niestety to się skończyło w lipcu po powrocie z wakacji które razem spędziliśmy. Na pewnej imprezie zaczeła się dziwnie zachowywać, następnego dnia się spotkaliśmy bo chciałem wyjaśnić jej zachowanie i wtedy powiedziała mi ze nie wie co do mnie czuje, i że nie jest to co by chciała do mnie poczuć. Po powrocie do domu napisałem jej wiadomość, aby napisała mi że nic z tego nie będzie na 100 %, ale ona opisała że potrzebuje czasu, aby pomyśleć ( więc go dostała). Po tygodniu spotkaliśmy się i powiedziała że chce być dalej razem ze mną, ale nie wie ciągle co z tego będzie. Mineły dwa tygodnie i sytuacja się powtórzyła tylko że tym razem na spotkaniu, powiedziała mi ze na pewno nic z tego nie będzie ( chce abyśmy zostali przyjaciółmi, bo uwielbia ze mną spędzać czas i nie chce mnie stracić) . Ale nie wiem czy to jest prawda. Przez ten czas dobre ją poznałem, wiem ze w przeszłości bardzo została skrzywdzona i to nie raz( mowiła ze boi się kolejnego skrzywdzenia). I właśnie nie wiem co myśleć o tym wszystkim, bo dziewczyna zachowywała się cudownie, naprawdę jak by mnie kochała bo nie da się udawać takiego zachowania, tego jak na mnie patrzyła, jej blasku w oczach na nasze spotkania i tego co miedzy nami było. Teraz nie wiem co mam zrobić bo bardzo się zaangażowałem w nasz związek, nawet powiem że pokochałem Ją i bardzo mi zależy aby tak to się nie skończyło. Obecnie nie kontaktuje się z nią bo powiedziałem że nie chce jej widzieć przez jakiś czas i niech nie pisze ani nie dzwoni, ale bardzo tęsknię za nią, i che ją zobaczyć. Nie wiem co mam teraz robić, czuje się jak by jakaś część mnie umarła. Proszę o pomoc. Czy da się coś zrobić, co robić, bo obecnie w moim stanie moje zachowanie jest po prostu chaotyczne. Pozdrawiam i dziękuję za pomoc. Witam, Zarejestrowałem się i dołączyłem do tego grona z kilku powodów. Dlatego by poznać kobiecą opinię, żeby się wyżalić, otrzymac jakiekolwiek do tematu. Od 4 lat byłem z dziewczyną, o wspaniałej urodzie, o wspaniałym charakterze. Poznaliśmy się mając kolejno: 18 i 17 lat. Szybko znaleźliśmy swój język, i po 4 miesiącach znajomości postanowiliśmy że zostaniemy parą. Początki jak w każdym związku, piekne chwile. Chodziliśmy do jednej szkoły, spotykaliśmy się co przerwę. Zaraz po szkole, staraliśmy się spedzać ze soba jak najwięcej czasu.. Czasy szkoły się skończyły, trzeba było pójść do pracy. Zaczęliśmy się spotykać rzadziej, ale nadal miłość była tak gorąca jak na początku, w pewnym momencie pracowaliśmy razem. Jeździliśmy po polsce ( praca) po spedzonych 8 godzinach w pracy czerpaliśmy jak najwięcej z życia i zwiedzaliśmy. Praca polegała na wyjazdach w różne regiony kraju, praca na magazynach sklepu. Było wspaniale. Przyszedł rok 2017, lekkie wahania nastrojów, coraz częstsze kłótnie. Ona zmieniała pracę, ja zmieniłem pracę. Ustawiłem sobie piorytet w życiu do którego dążyłem. Czyli stabilność w życiu, czułem że mogłem to sobie zapewnić poprzez pracę. Ona zawsze jednak twierdziła ze praca to nie wszystko. Miała rację. Nie zważałem zbytnio na to, wciąż mi było mało. Brałem coraz więcej dodatkowej pracy, a czas spędzeny razem bardzo się skrócił. Coraz mniej wyjeżdżaliśmy poza miasto. Zacząłem pracować w weekendy także, jako barman. Od tego czasu, czuję że straciłem ją na dobre. Weekendy spędzałem w pracy, a ona leżała sama w domu. Z czasem zaczeła spotykać się ze znajomymi i im się żaliła i płakała. Próbowała coś zmienić w naszym związku lecz tego nie widziałem. Mówiła raz, drugi że ma dość. Bywało lepiej, i bywało gorzej. Nie czuła się dowartościowana. Ubiegłego lata sam już nie wiedziałem co czuje, i sam myślałem nad zerwaniem związku. Lecz późnymi wieczorami wychdoziłem z domu i myślałem nad tym co zrobić żeby było lepiej. Nie tak dawno bo 4 miesiące temu, proponowała jeszcze że ona trochę odpuści prace i żebym też odpuścił troszkę to więcej czasu ze sobą spędzimy. Niestety nie doszło to do skutku. W sylwestra mieliśmy razem rozpoczać nowy rok.. Poszliśmy na pokaz sztucznych ogni, gdy nagle rozbrzmiał mój telefon. To był telefon z pracy (jestem strażakiem ochotnikiem) okazało się że pali się budynek mieszkalny w sąsiedniej miejscowości. Niestety zabrałem ją i prosiłem żeby poszła do mnie do domu a ja wróce nie długo... Martwiłem się że wtedy już ze mną zerwie. Popełniłem błąd, żałowałem tego. Myślałem że nie pójdzie do mnie do domu. Jednak po powrocie po 4 godzinnej akcji, zoabczyłem zapłakaną partnerkę w moim łóżku. Przepraszałem, niestety nie potrafiłem tego wynagrodzić jej odpowiednio. Nastepne dni toczyły się normalnie. W styczniu miała także urodziny, niestety choroba mnie rozłożyła ( na tyle mocno że nie mogłem wyjść z łóżka ) zadzwoniłem do niej, spytała czy coś potrzebuje, powiedziałem że mam potrzebne leki. Złożyłem życzenia i powiedziąłem że drobny upominek i resztę życzeń złożę jak wyzdrowieje. Wyzdrowiałem, lecz jednak pomyślałem że zrobię niespodziankę. Chciałem zarezerwować, weekend w górach i ją zabrać bez zapowiedzi. Niestety nie było mi to już dane. W połowie lutego, kazała przyjechać na kilka minut. Dzień wcześniej widziałe mże coś już jest nie tak, oddawała moje rzeczy itp. Przyjechałem, wyszła pewna siebie do mnie. Powiedziała, że to koniec! Ona nie potrafi ze mną tak dłużej żyć. Nie potrafię jej poświecać czasu i nie czuje się szczęśliwa ze mną. Zrozumiałem to i odjechałem co się tego dnia stało, dotarło do mnie po 2 dniach. Zacząłem wtedy popełniać krytyczne błędy, zrobiłem z siebie dupka. Jeździłem, spotykałem się, blagałem, ryczałem, wydzwaniałem jak nie odbierała. Po prostu nie dałem jej chwili czasu. Stwierdziłem że musze walczyć. Powiedziałem jej także zaraz po rozstaniu że będe walczył do czasu aż nie powie mi że mnie nie kocha. Ona powiedziała że nie chce bym już walczył. Przyjeżdzałem na siłę, w pierwszym tygodniu po rozstaniu byla nieugięta. Nie robiła nic z tego że jestem, nie rozmawiała. Prowadziłem monolog. W drugim tygodniu jak się okazało, poznała kolegę. Sprawa się skomplikowała. Powiedziała mi o tym wprost jak się spotkaliśmy, po tym jak mi to powiedziała to się rozpłakała. Zapewniała mnie nadal, że mnie kocha. Ale przy nim czuję sie szcześliwa. Nie odpuszczałem wciąż, rozmawiałem z jej rodziną jej przyjaciółmi. Którzy jak się okazało byli przeciwko mnie. Pewnego dnia, miałą się spotkać z nowym kolegom. Ale także umówiliśmy się oboje na spotkanie. Miałem do niej przyjechać zaraz po tym jak się spotkała z tym kolegom. Niestety jak się okazało, zawiodła się na nim. Przyszedł pijany, wracał od koleżanek. Przyjechała do domu i czekała na mnie. W miedzy czasie napisała do przyjaciółki że jest w stanie zapomnieć o nowym koledze dla mnie, ale boi się że nie będzie potrafiła ... Tej nocy, przespaliśmy się i uprawailiśmy sex. Po wszystkim rozpłakała się. Postanowiłem że zostanę na noc. Rano wstała i jak gdyby nigdy nic pojechała do pracy, a ja do domu. Myślałem że cos to wniesie, i się poprawi sytuacja. niestety nie. Było coraz gorzej. Rodzina zaczęła na nią siadać psychicznie, mówiąc " przemyśl to jeszcze raz, taki dobry chłopak" "zastanów się czego chcesz".>Wydzwaniałem nadal, niestety pewnego razu umowilismy się na spotkanie, zajechałem do niej. Jej nie było w domu, uciekła rodzice nie wiedzieli. Wydzwaniałem 3-4 razy za 5 razem odebrała. Powiedziała gdzie jest. Gdy zajechałem, siedziała zapłakana, pijąca alkohol. Kazała żebym ją zostawił, a ja przytulałem, odepchneła raz ale kolejny raz jak przytuliłem już nie odpychała. Następnego dnia napisałem jej kilka sms, wkurzyłem ją do tego stopnia, ze napisała że mnie nie kocha i mam się od niej odpierdolić. Dałem spokój na 4 dni, znów zadzwoniłem. Powiedziała wtedy że żałuje tego co napisała, ale nie daje jej spokoju. Kocha mnie ale wie ze gdyby napisała inaczej to bym nie dał jej spokoju, przyznała się że przez chwilę zatęskniła .. przez chwilę . Lecz pomimo wszystko nadal twierdziłą że już nie ma powrotu i mam nadziei sobie nie robić. Tydzień temu na zaproszenie moich rodziców przyszła do nas na obiad (urodzinowy) bardzo była zniesmaczona. Po obiedzie zaproponowałem wspólny spacer, niestety nie chciała. Koniec końców, zgodziła się. Poszliśmy, rozmawialiśmy. Przyznaal ze oboje zawiniliśmy. Lecz nie da się tego naprawić twierdziła. Po rozmowie, pojechaliśmy jeszcze do mnie na kawę. Następnie zaproponowałem byśmy pojechali na basen. Bez zbędnych negocjacji, zgodziła się. Zawiozłem ją do domu, i czekałem aż zejdzie. Niestety, napisała że nie jest to dobry pomysł bo nie chce mi robić nadziei. Odparłem, ok. To wejde i porozmawiam. Zgodziła się lecz nie chciała bym poruszał ten temat. Spotkaliśmy się tego wieczoru i niej w domu, koniec końców. Położyła się w łóżku, stanąłem przy oknie i tłumaczyłem i wspominałem jak kiedyś było nam dobrze. patrząc kącikiem oka na nią, czułem jak co chwilę spogląda się na mnie i patrzy na mnie z zainteresowaniem. W pewnym momencie podbiegła i przytuliła, niestety kazałem jej odejść. Nagle to ona rozpoczeła przemówienie, i koneic końców stwierdziła że jest w stanie spróbować jeszcze raz. Ucieszyłem się, lecz nie skakałem z radości jak mnie jednak, że musi się spotkać z kolegom, i coś zakończyć. Powiedziałem jej że tego dnia chce do godziny 24;00 wiedzieć na czym stoję i czy próbujemy czy też nie. Tuż przez pólnocą napisała ze mam przyjechać. Spytalem co powiedziała koledze, odparła że daje sobie z nim spokój. Tej nocy po raz drugi po rozstaniu przespaliśmy się.. Rano wstałem, ubrałem się i pojechałem do pracy. Po południu kupiłem kwiaty i pojechałem do niej, rozmawawialiśmy normalnie. W pewnym momencie zadzwonił kolega, prosiłem żeby odebrała ona jednak nie chciała. Przyznała się że pisali tego dnia, i rano jak pojechałem do pracy, czuła że chciała by, by on był przy niej własnie rano. jednak nie spotkali się rano. Spytałem czy zdradziła mnie: odparła że nie byliśmy już razem... rzuciłem kwiatami i pojechałem. Napisała sms, dziekuje za kwiaty. Postanowiłem że nie odpuszczę, wieczorem przyjechałem. Pomimo że nie chciała, zostałem na noc. Przytulony przespałem całą noc. Rano wstałem zrobiłem śniadanie. Po czym posiedzieliśmy jeszcze przez chwilę... w pewnym czasie zamarła cisza... trwała z 5min. Ona wstała i powiedziała że będzie lepiej jak pojadę juz do domu. Nie stawiając oporu, pojechałem. Napisałem tego dnia, jak się czuła podczas gdy po zerwaniu związku, przyjeżdzałem. Dlaczego uprawiała sex. Odparła, że próbowała odbudować uczucia lecz nie wróciły. Stwierdziła że czuje się dobrze w moim towarzystwie, lecz boi się ze będzie tak przez kolejny tydzień a nastepnie znow po staremu wszystko ... Dałem jej czasu... W święta zawiozłem prezent, zostawiłem pod dzwiami. Niestety nie umiaął napisać nawet "dziękuję'.. Nastepnego dnai napisałem tylk ozapytanie czy zając dotarł. Odparła że dotarł, lecz ie trzeba bylo. Tydzień nie odzywałem się, walczyłem sam ze sobą. Odezwałem się wczoraj i spytałem co robi, odparała że cały dzien siedzi w domu. Widziałem jednak że spedza czas z nowym kolegom. Po dłuższej rozmowie napisała że spotykają się ale w gronie znajomych, a nie sami. Wieczorem napisała mi długą wiadomość, w której zawarła wiele informacji. Stwierdziła że kiedyś za mną szalała, wpadła w nałóg miłości. chciała mnie wiecej, i wiecej. Niestety mnie z czasem było co raz mnie. Płakała, cierpiała. Niestety wyleczyła się z nałogu. Nie chce do niego wracać bo wie że jej zaszkodzi. Napisałem jej, że wprost ma powiedzieć ze mnie nie kocha. Odparła, ludzi nie przestaje się kochać po miesiącu. Spytałem tak więc, czy mozemy się spotykać co jakiś czas. ODpowiedziała że jeśli nie będe sobie robił nadzieii to mozemy. Co o tym sądzicie wszystkim ? jest chodź iskra nadziei ? Twierdzi że w moim towarzystwie czuje się dobrze, nie odpychala jak ją przytulałem. Doradzcie co mam zrobić... Wiem, najlepiej będzie odpuścić i zapomnieć. Bo dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi. Lecz czy w tym przypadku też ? fot. Adobe Stock, eduard Sądzę, że każdy człowiek ma gdzieś takie miejsce, w którym czuje się naprawdę szczęśliwy. Dla mnie takim miejscem są Bieszczady. Tutaj się urodziłem i nie wyobrażam sobie, że mógłbym żyć gdzie indziej. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze całkiem niedawno nienawidziłem tych okolic z całego serca. Wydawało mi się, że gdzieś tam, z dala od tych lasów, gór porośniętych wysokimi trawami i pustkowia, życie jest piękniejsze i lepsze. Obiecałem więc sobie, że zrobię wszystko, żeby uciec. Uczyłem się jak wariat, byleby tylko dobrze zdać maturę i dostać się na studia do Warszawy. I udało się. Pod koniec września, niedługo po swoich dziewiętnastych urodzinach, wyruszyłem do stolicy. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Zanim nastał, mama przez całą noc prasowała mi ubrania, szykowała jedzenie, pakowała torby. Układała wszystko równiutko, żeby się nie pogniotło, i… płakała. – Synu, zastanów się. Przecież ty tam nie pasujesz. Po co ci to wszystko? Nie lepiej zostać w domu? – pytała przez łzy. Nie rozumiałem, dlaczego tak rozpacza. Przecież powinna się cieszyć i mnie wspierać! Wreszcie ktoś z naszej rodziny miał szansę wyrwać się z tego bieszczadzkiego piekła. Tymczasem ona do ostatniej chwili próbowała mnie zniechęcić do wyjazdu. Jakby z góry zakładała, że mi się nie uda. – Daj spokój, mamo. Nie zamierzam jak ojciec i brat harować od rana do nocy przy wyrębie lasu. Chcę pracować w przeszklonym biurowcu, chodzić w eleganckim garniturze, a nie taplać się w błocie w kufajce i gumofilcach – odparłem zniecierpliwiony. Spojrzała na mnie smutno. – Pamiętaj, jeśli będzie ci źle, zawsze możesz wrócić do domu – wyszeptała. Nie zamierzałam wracać. Chciałem udowodnić sobie i innym, że to tam, w wielkim świecie, jest moje miejsce; że sobie poradzę. W tym szklanym biurowcu czułem się obco Dopiąłem swego. Skończyłem studia z wyróżnieniem i dość szybko znalazłem pracę w wielkiej korporacji. Gdy mnie przyjęto, myślałem, że pana Boga za nogi złapałem. Cieszyłem się, że ja, chłopak ze wsi ukrytej gdzieś daleko wśród lasów i gór, będę pracować jak prawdziwy Europejczyk. W firmie od razu rzucono mnie na głęboką wodę. Szybko zorientowałem się, że muszę radzić sobie sam, że na pomoc „życzliwych” kolegów z działu nie mam raczej co liczyć. Tutaj każdy pilnował swojego stołka i dbał o własną karierę. Ludzie uśmiechali się do mnie, a za plecami obrabiali mi tyłek. Byłem twardy, sprytny, więc z czasem nauczyłem się omijać wszelkie rafy. Nabierałem pewności siebie, zdobywałem doświadczenie i… powoli zapominałem, że oprócz firmy istnieje jeszcze normalne życie. Nie miałem czasu na nic. Z domu docierały wieści, że brat się ożenił, urodziła mu się córeczka. A ja? Nie miałem nawet dziewczyny. W wolnym czasie układałem plan pracy na następny dzień. I tak w kółko… Mój wysiłek się opłacił. Awansowałem. Dostałem, podwyżkę, własny gabinet, służbowego laptopa i samochód. – Ten wieśniak to umie się urządzić. Pracuje zaledwie kilka lat, a już wdrapuje się na szczyt – szeptali koledzy z zazdrością. Powinienem być z siebie dumny, szczęśliwy, ale… nie byłem. Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu. Coraz częściej nachodziły mnie myśli, że w tym przepięknym, nowoczesnym biurowcu czuję się obco, jakby to nie było moje miejsce. Ale szybko je odpędzałem. „Człowieku, co z tobą, przecież to było twoje marzenie” – mówiłem do siebie ze złością. I znowu zasuwałem jak szalony. Wmawiałem sobie, że tak trzeba, i że to jedyna słuszna droga dla mnie. Cztery lata temu, gdy zapracowałem na kolejny sukces firmy, wziąłem dwa tygodnie wolnego – mój pierwszy tak długi urlop. Był środek zimy, więc pomyślałem, że polecę gdzieś do ciepłych krajów. Stać mnie było na to, wystarczyło tylko pójść do biura podróży. Zamiast tego wsiadłem jednak w samochód i ruszyłem do domu, w Bieszczady. Sam byłem zdziwiony, że to robię. Przecież jeszcze tak niedawno nie znosiłem tego miejsca. A teraz nagle za nim zatęskniłem… Do Rzeszowa dotarłem w miarę gładko. Ale jak wpakowałem się w te nasze wąskie drogi, podjazdy, zakręty i zjazdy, zaczęły się kłopoty. Mój śliczny, nowoczesny, służbowy samochód słabo radził sobie na śniegu i lodzie. Posuwałem się naprzód w żółwim tempie, aż wreszcie, jakieś dziesięć kilometrów od domu, utknąłem w zaspie. Nie miałem wyjścia. Zostawiłem auto i dziarsko ruszyłem przez las. Myślałem, że sobie poradzę. Przecież kiedyś, wracając ze szkoły, nieraz pokonywałem tę drogę na piechotę. I nie sprawiało mi to większych trudności. Teraz jednak spuchłem już po dwóch kilometrach. Brnąłem przez śnieg coraz wolniej, zastanawiając się, czy uda mi się dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. I wtedy usłyszałem za plecami warkot silnika. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyłoniła się stara terenówka. Parła pod górę jak czołg. Kierowca zatrzymał się koło mnie i uchylił okno. Za kierownicą siedziała dziewczyna. Piękna jak marzenie. Aż mi dech zaparło. Przez te lata bardzo się zmieniła... – Może cię podwieźć do domu? – zapytała wesołym tonem. – Bo chyba utknąłeś. Tamto srebrne cudo w zaspie to twoje? – Moje. I bardzo chętnie skorzystam z pomocy. Ale… Czy my się znamy? – zapytałem, gramoląc się do środka. – Jasne, że tak! Jestem Jagoda! Mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku – odparła. – O rany, przepraszam, bardzo się zmieniłaś – zmieszałem się; to fakt – gdy wyruszałem na podbój stolicy, Jagoda była w liceum. Miała pryszcze na policzkach i długie, chude nogi. Nie zwracałem na nią uwagi. Tymczasem przez te lata z brzydkiego kaczątka zamieniła się w przepięknego łabędzia. Dotarliśmy pod dom rodziców po kwadransie. Podziękowałem Jagodzie za ratunek – A o samochód się nie martw. Mój ojciec wyciągnie go rano traktorem – powiedziała na pożegnanie i chciała zatrzasnąć drzwi. Powstrzymałem ją. – Słuchaj, może się jutro spotkamy? Poopowiadasz, co u ciebie – zaproponowałem. – Zapraszasz mnie na kolację? – Oczywiście! Gdzie tylko chcesz! – No dobrze… Ale pojedziemy moim samochodem. Nie mam ochoty utknąć gdzieś z tobą w zaspie – uśmiechnęła się. Nie skończyło się na jednej kolacji. Spędzałem z Jagodą całe dnie. Jeździliśmy na nartach, chodziliśmy na wycieczki w góry. A wieczorem jechaliśmy gdzieś coś zjeść. Rozmawialiśmy z ludźmi, śmialiśmy się. Przypomniałem sobie, że oprócz mojego zapędzonego świata jest jeszcze inny. Spokojniejszy, radośniejszy, bardziej przyjazny. Odkrywałem Bieszczady na nowo i ze zdumieniem zauważyłem, że coraz bardziej mi się podobają. Zrozumiałem coś jeszcze: że zakochałem się w Jagodzie. Powiedziałem jej o tym ostatniego wieczoru, przed wyjazdem. Spojrzała na mnie smutno. – Ja też cię kocham, Piotr. Ale to nie ma sensu. Ty żyjesz tam, ja tu. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o mnie – wykrztusiła. – No to wyjedź ze mną! – błagałem. – Nie mogę, nie chcę. Tutaj jest moje miejsce i tu czuję się szczęśliwa – odparła. Wreszcie byłem wolny! Wróciłem do Warszawy. Na biurku piętrzyły się stosy dokumentów. Rzuciłem się w wir pracy. Znowu dziesiątki spotkań, narad, rozmów z bardzo ważnymi klientami. Przy życiu trzymały mnie tylko wspomnienia o dwóch tygodniach spędzonych w Bieszczadach. I rozmowy z Jagodą… Dzwoniłem do niej codziennie. Choć starałem się ze wszystkich sił, nie potrafiłem o niej zapomnieć. – Jak masz dość, rzucaj to wszystko i przyjeżdżaj – mówiła, ale ja czułem opór. Ciągle jeszcze myślałem, że to moje życie, moje miejsce. Po trzech miesiącach coś we mnie pękło. Tamtego dnia od godziny siedziałem u prezesa i wysłuchiwałem idiotycznych pretensji na temat spadku wydajności pracowników w moim dziale. Ludzie zasuwali jak mrówki, żyły sobie wypruwali, a on się czepiał. – Jeśli nie poprawicie wyników, to się rozstaniemy. I z pana pracownikami, i z panem – zagroził w pewnym momencie. Miałem dość. – Mówi pan, że się rozstaniemy. No to do widzenia – i z tymi słowami wyszedłem. Napisałem wypowiedzenie, oddałem służbowego laptopa, kluczyki od samochodu i wybiegłem na zewnątrz. Serce biło mi jak szalone. Nie mogłem uwierzyć, że przed chwilą zwolniłem się z pracy. Zadzwoniłem do Jagody. – Wyjedziesz po mnie jutro na dworzec w Rzeszowie? – zapytałem podekscytowany. – Rany boskie, a co się stało?! Zabrali ci prawo jazdy? Zepsuł ci się samochód? – Nie, nic takiego. Po prostu wracam do domu. Na zawsze! – odparłem. Gdy wypowiedziałem te słowa, poczułem olbrzymią ulgę. Wreszcie byłem wolny. Od tamtego dnia minęły cztery lata. Prowadzę z ojcem i bratem firmę, zajmujemy się handlem i obróbką drewna. Ja wziąłem na siebie finanse i sprzedaż, oni resztę. Jesteśmy z Jagodą małżeństwem, wkrótce przyjdzie na świat nasze pierwsze dziecko. Niedawno przeprowadziliśmy się do pięknego, starego domu niedaleko Ustrzyk Dolnych. Kiedy wychodzę rano do pracy i patrzę na pokryte teraz śniegiem korony strzelistych świerków, nie mogę uwierzyć we własne szczęście. Mam przecież wszystko, o czym człowiek może marzyć: prawdziwą miłość, spokój – i swoje miejsce na ziemi. Czytaj także:„Mąż całe życie wydzielał mi pieniądze. Gdy zachorował, po prostu je sobie wzięłam. Ta forsa należy mi się jak psu buda”„Mąż był ze mną, by połechtać swoje ego. Gdy zaczęłam odzyskiwać rezon, uciekł do innej zahukanej naiwniaczki"„Umówiłem się na randkę z gorącą laską z neta. Tak przynajmniej myślałem... Przyszło mi słono zapłacić za moją naiwność”

dziewczyna mnie zostawila co robic